Dziś poznasz nowy termin w marketingu. To Jedi Mind Trick. Zapamiętaj go, bo niebawem może być Twoją codziennością

Trump prezydentem USA mimo lawiny kłamstw i chamskich zachowań w kampanii. Beyoncé znów w czołówce najlepiej zarabiających gwiazd. Uplasowała się na #2 z zarobkiem 105 mln $ za poprzedni rok. Wyniki pochodzą m.in. ze sprzedaży albumu #Lemonade, głównie promującej go trasiy koncertowej #FormationWorldTour. Tyle, że często tej „promocji” przypisuje się niekoniecznie etyczne zagrania.

Jak Bey osiągnęła ten wynik? To dość proste: dzięki Jedi Mind Trick, o którym pisałem Wam na mojej oficjalnej stronie facebookowej.

„Lemonade” to typowy album komercyjny, który powstał od A do Z po to, by maksymalizować zyski. Warstwa tekstowa pierwszych utworów przeczy rzeczywistości od lat budowanej przez małżeństwo Carterów, czyli: idealny związek i kochająca się para, super-rodzina. Beyonce słynie z tego, że na kilka miesięcy przed powrotem na scenę jej skład inteligentnie rozsiewa plotki o domniemanym rozwodzie i zdradach męża – Jay’a-Z. To już znamy z trików poprzedzających wcześniejsze wydania wokalistki. Zawsze uderzają w te same rejestry.
Teraz koncepcja została opracowana w sposób bardziej wyrafinowany, bo zahacza bezpośrednio o dzieło. Pierwsze utwory na „Lemonade” to gorzki opis zranionej kobiety, która wstaje po zdradach i rozstaniu. Niekiedy w agresji szuka ukojenia. Niemal natychmiast po wydaniu krążka rozpętała się burza (ważne: przewidziana), a gwiazda została zaatakowana pytaniami o swój związek z jednym z najpopularniejszych raperów na świecie. Nagłówki w sieci huczały od setek różnych pytań i spekulacji. Prasa plotkarska nakręcała się nawzajem do tego stopnia, że sprawą zainteresowały się media tradycyjne. Skala histerii była tak olbrzymia, że mówiono o niej w mediach informacyjnych, czyli poważnych markach rzadko zajmujących się tematyką lifestyle & celebrity… Taki właśnie jest tzw. #BeyonceMarketing – generuje niesamowite emocje i tworzy miliony wzmianek, które przekładają się na równie milionowe zyski w $$$. Bo chodzi m.in. o ekwiwalent reklamowy, który gwiazda w TOP musi zwiększać, lub do najmniej utrzymywać na stałym poziomie. Inaczej wypada z rynku; zostaje zapominana, jej zarobki spadają.

Plotki huczały, Beyonce milczała. Tym naturalnie podgrzewała temperaturę. Gdy jednak zaczynało brakować skali – pojawiła się informacja o trasie koncertowej. Głodni swojej gwiazdy fani, znający ją ostatnio tylko z mediów i plotek, niemal natychmiast pobili rekord sprzedaży biletów na „Formation World Tour”. Znów mechanizm Jedi Mind Trick zadziałał i małżeństwo Carterów zdobyło TOP10 najlepiej zarabiających gwiazd świata.

Sztab Beyonce do perfekcji opanował sterowanie zainteresowaniem tłumu poprzez dostarczanie mu fałszywych informacji. Oni uważają to za sztukę komunikacji, a ze sztuką się nie dyskutuje – albo się podoba, albo nie. Gdyby ktokolwiek chciał zarzucić Beyonce promowanie tzw. #FakeNews, to nie ma szans, bo oficjalnie nie ma dowodów na takowe. Przecież nikt dziennikarzy nie zmusza do przekazywania dalej plotek. Tytuły niosące spekulacje nie piszą się same. Treści nie udostępniają się same znajomym w social media. Tak właśnie działa Jedi Mind Trick; to inteligentne „pchnięcie” pierwszej kostki domina – BEZ DOTYKANIA JEJ. Siłą umysłu. Trzeba jednak do perfekcji opanować maskowanie i przewidywanie, bo gdy wyjdzie na jaw, że osoba z otoczenia gwiazdy / polityka / osoby publicznej rozsiewa plotki dla osiągnięcia własnych korzyści materialnych – może to doprowadzić do poważnego kryzysu wizerunkowego i trwałego uszczerbku na zdolności zarobkowej.

Reklamodawcy nie chcą, by ich marki kojarzyły się z ludźmi uprawiającymi nieuczciwe praktyki, bo to może skutkować spadkiem sprzedaży. Przypomnę przypadek Tigera Woodsa, który po swoim małżeńskim skandalu stracił finansowanie z niemal wszystkich źródeł – natychmiast.
Jednak Beyonce nie pierwszy raz stąpa po cienkim lodzie i zarazem odcina kupony. Sprawa jest prosta: zanim którykolwiek dziennikarz śledczy ustaliłby łańcuch powiązań – ścieżka dystrybucji Fake Newsa dawno zostanie zmieniona dla zmyłki. To zabawa w kotka i myszkę.

Co wiadomo o Jedi Mind Trick?
O samej taktyce Jedi Mind Trick wiadomo niewiele, ale i tak już całkiem sporo – na przestrzeni lat coraz więcej. (W Polsce nadal jest to najmniej popularna taktyka zaangażowania)
O tym, że stosuje ją jedna z największych gwiazd świata (i o tym, że dzięki tej sztuczce w ogóle jest jedną z największych gwiazd świata…) wiemy tylko dlatego, że kilka lat temu zdradził ją sam ojciec. Beyonce nie ukrywała chłodnych stosunków z Mathiew Knowlesem. To on w jednym z wywiadów skomentował szczerze plotki nt domniemanego rozwodu córki i słynnej bójce w windzie hotelowej. Solange Knoles miała pobić męża siostry. Całość nagrała kamera umieszczona w dźwigu, a obsługa sprzedała taśmę dziennikarzom. Rozpętał się skandal. Jak twierdzi ojciec – celowy.
We wspomnianym wywiadzie Mathew Knowles powiedział, że ekipa jego najpopularniejszej córki stosuje od dawna kontrowersyjny Jedi Mind Trick. To wyznanie nie zniechęciło jednak gwiazdy, która uciekła się do tego triku co najmniej kilka razy po wyznaniu taty. Rzecz w tym, że nawet szczery wywiad z jej ojcem to stanowczo za mało, by cokolwiek gwieździe zarzucić. Knowles „wygadał się” w 2014 roku, a w późniejszych latach – aż do teraz – małżeństwo Carterów zajmuje czołowe miejsca na liście najbogatszych ludzi świata. Tyle, że od 2014 wszyscy dziennikarze są czujniejsi i baczniej analizują poczynania gwiazdy.

Rzecz w tym, że ewolucja Jedi Mind Trick jest nieznana – tak samo jak natura plotki. Zatem trudno ocenić, czy ojciec Beyonce również nie zrobił tego celowo, by np. odwrócić uwagę mediów od problematycznych dla córki kwestii. Wówczas Beyonce była masowo posądzana o przynależność do Illuminati – grupy najbogatszych ludzi, którzy chcą władać światem na wyłączność. Później doszły problemy z oskarżeniami o wyzysk pracowników. To poważne zarzuty, które mogą zniechęcić fanów do idola. A to z kolei skutkuje nagłym spadkiem zysków, bo gdzie spada zainteresowanie – tam spadają i zarobki. A gwiazdy są przyzwyczajone do cash flow, czyli płynności finansowej. Gdy ją tracą – tracą również swoją tożsamość. Jedno trzeba oddać bohaterce wpisu – jest bardzo pracowita i efekty widać oraz słychać na jej wideoalbumach (Visual Album). Nic dziwnego; skoro tyle energii może wkładać w ich „nietypową” promocję…

Tyle, że Jedi Mind Trick nie należy – jak wspomniałem wyżej – ograniczać tylko do ShowBizu. Najlepszym dowodem na to może być posądzany o używanie tej sztuczki sztab kandydata na prezydenta – Donalda Trumpa. Tutaj głównym narzędziem „programowania umysłów” był Twitter.

Ważne: Jedi Mind Trick NIE ISTNIEJE bez social media!

Trump wielokrotnie wypuszczał chwytliwe, ale niekoniecznie zgodne z prawdą tweety, aby przebić się nimi do mediów. Tak, „przebić się”, bo media selekcjonują, a szczególnie media w USA potrafią bojkotować kandydata na prezydenta, z którym im nie po drodze. W Polsce mamy styczność z naprawdę porządnym dziennikarstwem. W USA: hulaj dusza… Trump od dekad obcuje z mediami, więc potrafi nimi inteligentnie sterować. Z drugiej strony wywiązał się niepisany deal „Trump & Media”, bo nawet złowrogie Trumpowi redakcje zarabiały krocie właśnie dzięki niemu. Paradoks?

Okazuje się, że zainteresowanie kontrowersyjnym miliarderem walczącym o fotel POTUS (President Of The United States) jest tak ogromne, że brak wzmianki o rzuconym przez Trumpa tweecie byłby po prostu brakiem kolejnych tysięcy dolarów zysków z reklam / odsłon na koncie. Prosta matematyka, która – szczególnie w dobie kryzysu mediów tradycyjnych – szybko przemówi do każdego redaktora naczelnego. Tym sposobem Donald Trump i jego ludzie wiedzieli jak elektryzować media i odbiorców. A to, że rozpowszechniali jego tzw. fake newsy? Nieistotne. Przecież Trump wychodził na wiec i mówił, że to media są zakłamane i manipulują. Lud wiedzący, że media są do tego zdolne ufał Trumpowi. Efekt znamy.

Jedi Mind Trick to potężna siła. Pozwala sterować umysłami bez wychodzenia z domu, bez większego zaangażowania i zasobów. W epoce dominacji mediów tradycyjnych nazywana była po prostu PROPAGANDĄ. Wystarczy wiedzieć co, gdzie i komu podrzucić. Wystarczy wiedzieć JAK to zrobić, by nie zdemaskować swojego klienta. Chyba, że samemu sobie jest się klientem (jak Trump), więc sztuką jest podtrzymanie zainteresowania wybranych ludzi. Oni już zadbają, by przekaz poszedł w eter, bo mają też swoje interesy. Są nimi pieniądze – to oczywiste. Redakcje zarabiają krocie dzięki takim postaciom jak Beyonce Knowles i Donald Trump – choć te są z innych bajek. Tyle, że cele mają identyczne – być słuchanym.

Cel uświęca środki.

- – -
Mikołaj Nowak

0 comments