Tak, to smutne, ale w 2016 roku stanie się prawdziwe. Nadchodzi koniec tradycyjnej blogosfery, której filarem była warstwa tekstowa i emocjonalna. Teraz prym będą wiedli układający scenariusze wideoblogerzy, czyli tacy blogerzy, którzy przeszli metamorfozę, jaką musieli odbyć radiowcy migrujący do TV.

Selekcja naturalna
Świat nieustannie się zmienia, a media to wyjątkowo plastyczna materia ulegająca trendom i serwująca nowości, by przetrwać. Odbiorcy coraz więcej wymagają od twórców, bo autorzy nieustannie podnoszą poprzeczkę sobie nawzajem. Dzisiejszy odbiorca w sieci woli być widzem, niż czytelnikiem. Niestety, ale także w tym medium wolimy prostszą i mniej angażującą umysł rozrywkę. Świadczą o tym chociażby statystyki, które rok w rok pokazują jak bardzo youtuberzy miażdżą tradycyjnych blogerów. Nawet najpoczytniejszy bloger operujący tekstem nie może równać się czołówką wideoblogerów na YouTube. A w roku 2016 gigant Internetu, jakim jest Facebook postawił na wideocontent i tym samym – walkę z YouTube’em. To rozdanie na nowo – premiowanie wideo jest już procesem na Facebooku. Platforma dla wideofacebookerów to kwestia czasu. Dlatego nastąpi selekcja naturalna wśród blogerów operujących jedynie tekstem. Im szybciej opanują podstawy wideo, czyli: ustawienia kamery i obrazu, reżyserii oraz montażu – tym więcej kuponów odetną jeszcze w tym roku. Praca, którą powinni wykonać w pierwszym kwartale to zakup wyposażenia, nauka i pierwsze produkcje testowe, czyli dużo cierpliwości. Później nabędą wprawy, by w 2017 ustanawiać trendy w ścisłej czołówce wideoblogerów – już nie tylko na YouTube – przede wszystkim na Facebooku. Do meritum, problem to coś innego… Blogerzy nie bez powodu są jedynie tradycyjnymi blogerami, a nie wideoblogerami, czy youtuberami. Prawdopodobnie tylko piszą, bo nie mają predyspozycji i odwagi do występowania przed kamerą. To naturalne u większości społeczeństwa – nie każdy jest fotogeniczny i nie każdy potrafi odważnie stanąć przed kamerą. Dlatego trendy będą wyznaczać tylko ci, którzy odkryją w sobie nowy talent, lub pokonają barierę między sobą a kamerą. Ten proces sprawi, że blogosfera, jaką znasz z poprzednich lat – stanie się niszą. Przetrwają tylko najbardziej utalentowani i wszechstronni, którzy są w stanie niemal zacząć od nowa. Będą musieli zacząć od nauki programów do montażu, nagrywać, poprawiać, koordynować kilka procesów na raz i wytrwać w tym – promując swoje dzieło. To nie jest łatwe zadanie, a już na pewno nie każdy da sobie z tym radę. Z drugiej strony… Skoro nastolatki dają sobie radę i zdobywają certyfikaty YouTube, to wytrawni blogerzy walczący o statystyki nie podołają?

Pewne – i poniekąd bezlitosne – jest to, że jeżeli blogerzy chcą zarabiać, to potrzebują statystyk. Im więcej – tym lepiej. Zatem produkcje muszą być różnorodne, kontrastowe, ciekawe, przemyślane. Z pewnością w 2016 nawet najlepszy suchy tekst im tego nie zagwarantuje. Walec o nazwie „wideo” przejedzie się nawet po największych blogach biorąc udział w tworzeniu drogi po sławę dla tych, którzy postawili na angażujące treści w formie wideo.

Coś się kończy, i coś się zaczyna
Kończy się też epoka impulsywnych i emocjonalnych produkcji tekstowych gwarantujących dużo odsłon i UU. Kiedyś nagłówek „Dr OETKER, TY PI**O!” był gwarancją sławy przez kontrowersje. Dziesięć lat temu motyw przebijania się przez poniżanie, chamstwo i żenadę dopiero się rodził. Dziś jesteśmy już tym zmęczeni. Wszędzie miernota i brak jakości. Byle jak, byle tylko coś wyrzucić i pokazać, że jest się wulkanem energii.
Zmieniają się gusta. Ludzie dziś chcą albo bawiących i przemyślanych produkcji, skeczy / albo mądrych filmów (np. poradników), z których mogą się czegoś nauczyć. Chcą znów oglądać, bo tego ich nauczono w dzieciństwie, gdy rodzice sadzali dzieci przed programami przyrodniczymi kończącymi się magicznymi słowami „czytała Krystyna Czubówna” oraz – o 19:00 – przed „Dobranocką”. Późniejsze pokolenia katowane były już mnóstwem produkcji na Discovery i Cartoon Network.
Telewizja jest głęboko zakorzeniona w naszej mentalności; a skoro utrzymuje się trend na brak telewizora w domu – to mentalność ta przebija się w nowych mediach (Snapchat, Vine, wideo na Instagramie) oraz w wideoblogach i wodeoprodukcjach – dotychczas na YouTube, lada moment na Facebooku. Jesteśmy uzależnieni od obrazu, intuicyjnie go pragniemy, a do tego czytamy coraz mniej. W roku 2016 to wszystko się skumuluje. 

Kiedyś na korytarzu w budynku TVN spotkałem znajomego radiowca, który w latach dziewięćdziesiątych dołączył do TV, gdzie dostał autorski program. W tamtych latach tworzyły się komercyjne stacje, więc ludzi pozyskiwało się albo z TVP, albo właśnie innych mediów.
Zapytałem się go, jak ta zmiana wpłynęła na jego życie i czy było mu ciężko. Odpowiedział, że było bardzo ciężko, bo radio jest intymne, a kamera widzi wszystko… Nagle okazało się, że musi niemal codziennie być nienagannie i elegancko ubrany. Przed nagraniem musi udać się na make-up, a w międzyczasie fryzjer zajmuje się jego włosami. Stacja posiadała nawet panią, która zajmowała się dłoniami prowadzącego (manicure), bo operator często przybliżał i robi najazdy, gdy prowadzący coś odkrywał i czytał werdykt. Na koniec naszej pogawędki spytałem się, czy nie żałuje. Odpowiedział, że absolutnie nie, bo lubi popularność, a tej radio nie może zagwarantować nikomu. Natomiast telewizja najsilniej ze wszystkich mediów tworzy sławę, którą potem można łatwo zamienić na wiele korzyści, np. dziś na kontrakty reklamowe, więc dodatkowe pieniądze. Wspomniany prowadzący nie zrezygnował z radio; do dziś można w nim usłyszeć jego głos. Po prostu nauczył się działać kompleksowo i nie marnować szansy, a co za tym idzie – dodatkowych możliwości. 

Hipoteza: youtuberzy będą w rozdarciu
Wspomniałem wcześniej o gotowości walki Facebooka z YouTube-em. To niesie za sobą konieczność dokonania wyboru przez youtuberów; jeżeli Facebook stworzy im lepsze warunki, praktyczniejszą platformę, i zaoferuje świetną promocję, będą rozdarci. Proces analizy konieczności zmiany platformy może ich delikatnie wybić z rytmu w 2016 roku. Moment utraty czujności „królów YouTube” powinni wykorzystać blogerzy aspirujący do tytułu wideoblogera. To może być strategicznym ruchem w ich nowej karierze. Nawet jeżeli zaawansowani twórcy wideo poczują oddech „młodego pokolenia” na karku, to nie odpuszczą – zostaną zmobilizowani do walki z konkurencją. Samorodny talent marketingowy i do autoprezentacji to jedno, ale szlifowanie diamentu to drugie. Moi czytelnicy wiedzą, że pracuję w telewizji i mam styczność z tymi „nieoszlifowanymi diamentami”. Przy mnie rodziło się wielu nowych reporterów i prezenterów. Praca, jaką wykonują ci ludzie jest tytaniczna. Ćwiczenia mimiki, dykcji, prezentacji, dress code… Wszystko ma wpływ na postrzeganie. Tyle, że w TV każdy zna swoje miejsce: reporter ma operatora i montażystę. Nierzadko też asystenta, który jeździ na zdjęcia i kompletuje wypowiedzi gości (setki) oraz materiały. Program przygotowuje sztab ludzi. Początkujący twórcy wideo będą musieli wszystko zrobić sami. A rozdarcie zaawansowanych youtuberów będzie też polegało na tym, że co im po asyście, sławie i ogromnych środkach, jeżeli przyjdą nowi z głowami pełnymi świetnych pomysłów i po prostu nową ofertą?

Porada: jeżeli jesteś blogerem i nie wiesz, czy sprawdzisz się w sektorze – spróbuj delikatnie poflirtować z wideo. Broń Boże nie rezygnuj z tekstu! Nie musisz. Po prostu dogrywaj krótkie filmiki do już napisanego tekstu. Stosuj tę samą formę, którą od dawna praktykują portale i serwisy informacyjne: wideo + tekst.
Tym sposobem urozmaicisz swoją pracę i określisz, co jest dla Ciebie przyjemniejsze. Absolutnie nie rezygnuj natychmiast z warstwy tekstowej! Zmian nie wprowadza się nigdy inwazyjnie, bo skutkuje to większym zniechęceniem w przypadku porażek, na których powinieneś się uczyć.

Skoro nisza to… Elita czy bazar opinii?
Długie teksty, szczególnie te z zapleczem filozoficznym, zawsze były niszą. Dlatego tak bardzo rozwinął się sektor lifestyle w blogosferze. Pisanie „o wszystkim i o niczym”, blogi o modzie, gotowaniu, bieganiu, treści lekkie i zadowalające, były gwarancją większego ruchu. Tyle, że teraz ich dostawcy migrują do nowego sektora, który da im jeszcze więcej atencji i wzbogaci o nowe kompetencje. Bloger musi się rozwijać. Bardzo wielu moich znajomych prowadzących tradycyjne blogi wpadło w stagnację. Najlepszym dowodem na to były ich statusy „O czym chcielibyście przeczytać na moim blogu?” – czytając je codziennie wiedziałem, że jest źle. Brak weny i rutyna to wrogowie każdego twórcy. Dlatego metamorfoza na wideoblogera może stanowić doskonałe lekarstwo i wyzwanie! Ale co zostanie z blogosfery, gdy jej czołowe postaci wzmocnią szeregi wideosfery? Co, gdy projekt Facebooka nie wypali, a blogerzy z nowymi kompetencjami zasilą mocną armię youtuberów i zrezygnują całkowicie z treści pisanych? Blogosfera stanie się niszowa, a co za tym idzie – domy mediowe i agencje przeniosą budżety dla twórców wideo. W końcu tam są większe możliwości promocji, niemal analogiczne jak w TV – chociażby „lokowanie produktu”. To zmusi resztę blogerów do przeprowadzki, ale co jeżeli nie mają wspomnianych wcześniej kompetencji i – zwyczajnie – potrzeby, by pokazywać siebie i gadać do kamery? Droga, jaką wybiorą ostatni walczący tekstem zdecyduje o tym, czy staną się elitarną niszą z wysokiej jakości treściami, czy też zrobią z tych resztek bazar plotkarskiej opinii. Przez tych drugich wizerunek blogosfery drastycznie ucierpiał w ostatnich latach. A skoro blogi w tradycyjnej formie staną się niemodne, to nie będzie już darów losu, pewności siebie, dedykowanych eventów i wszystkiego co budowało iluzję elit. 

Na froncie zostanie nadzieja na to, że nastąpi regres i ludzie zmęczą się migającymi klatka po klatce produkcjami twórców internetowych. Nadzieja na to, że zapragną, by „widzowie” stali się „czytelnikami”, którzy w wirtualnej przestrzeni będą poszukiwać dobrych tekstów, a nie prostej, „migawkowej” rozrywki wymagającej jedynie wcelowania kursorem w trójkącik PLAY. 

 

Nadzieja umiera ostatnia. 

 

Mikołaj Nowak