Politycy, wara od różańca! To nie amunicja w Waszej walce politycznej!

Ostatnio wiele słychać o akcji „Różaniec do granic”, która – koniec końców – okazała się hitem. Na samych granicach zaangażowała tysiące ludzi i pewnie miliony ludzi wspierających akcję w domach z różańcem w dłoni. Zdziwieni? W kraju, w którym aż 92,2 % to katolicy można się temu dziwić?

Przyznam, że odczucia w stosunku do akcji „Różaniec do granic” miałem ambiwalentne. Z jednej strony rozumiem, o co chodzi w ceremoniale różańca, bo sam uczestniczyłem w nim. (I pewnie nie raz uczestniczyć jeszcze będę)
Z drugiej strony nie sądziłem, że akcja okaże się aż takim hitem, że PKP będzie oferowało bilet za symboliczną złotówkę, by dojechać na granice… Później odpaliłem Twittera, gdzie zobaczyłem, że premier Beata Szydło (tak, ta) dodała zdjęcie swojego różańca z hashtagiem #RóżaniecDoGranic. Pewnie nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Pani Beata jest również premierem tych Polaków, którzy z różańcem niewiele chcą mieć wspólnego, więc jej wyznania i nieintelektualne wynurzenia w cyfrowej formie niewiele ich interesują. Z różnych fanaberii premierów zdecydowanie wolę ekscentryczne skarpetki Pana Trudeau, czy ryzykowną grę z Brexitem Pana Camerona, którą przegrał.
Rzecz w tym, że do akcji w Polsce dołączyło polityków więcej i więcej. I głośniej i głośniej. Aż rozpętała się kolejna awantura polsko – polska… Opozycja krzyczała o fanatyzmie; PiS odbijał piłeczkę robią z siebie (znów) ofiary hejtu opozycji tzw. totalnej, która nie może pogodzić się z utratą władzy. A dla mnie sprawa jest prosta… Politycy… Wszystkich Was popierdoliło.

Różaniec to nie tylko ceremoniał, ale przede wszystkim RZECZ ŚWIĘTA!

Przedmiot – nie gadżet! – który dla wielu jest ostoją i łącznikiem z tymi, w których wierzą. To portal przenoszący wiernych w świat pełen nadziei i motywacji do działania. Politycy zrobili z niego narzędzie do walki politycznej i happeningowy gadżet. To obrzydliwe!

Różaniec to nie zabawka. Miliony ludzi powierzają mu swoje intencje w najważniejszych i najcięższych dla nich sprawach. Nic dziwnego, że wielu polityków podpina się pod moc fali akcji „Różaniec do granic”, bo to – nie oszukujmy się – akcja idealna dla Polski. Ponad 35 milionów katolików w Polsce, co daje aż 92,2 procent wiernych w narodzie. To największy odsetek wśród obywateli – na świecie.

O mocy ich wiary boleśnie przekonał się Janusz Palikot, którego ataki na kościół, krzyż wiszący w sejmie i religię w szkołach skończyły się fiaskiem. Palikot i jego frakcja szli po krzyżach prosto w kierunku napisu „WON z Sejmu!” – dziś były przewodniczący jest na politycznym marginesie. Dlatego politycy PO są tak ostrożni w wypowiedziach dotykając akcji „Różaniec do granic”. Tyle, że dla mnie obozy toczące wojnę polsko – polską powinny trzymać się z daleka od tematu wiary – zwłaszcza różańca.

Wszelkie działania marketingowe, promocyjne i PR-owe bazujące na tego typu akcjach zasługują na potępienie. To gwałcenie ludzkich emocji i intencji wypowiadanych w modlitwach podczas ceremoniałów. Warto o tym pomyśleć – szczególnie, gdy jest się wybrańcem narodu, tzw. politykiem. Tutaj liczy się elementarna wrażliwość, empatia. To, co obecnie robią polscy parlamentarzyści niewiele różni się od zorganizowania dyskoteki na cmentarzu. Tyle, że każdy z nich balansuje na linie, na której stara się przekroczyć Rubikon wybierając złą stronę.

Skoro sama szefowa rządu daje taki przykład…

- – -
mikolaj

0 comments